Legenda polskiej sceny Call of Duty, organizator największych w Polsce LAN'owych rozgrywek na tejże platformie, redaktor. Damian 'Onion' Łukasiewicz to człowiek, którego chyba nie trzeba przedstawiać osobom związanym ze środowiskiem Call of Duty. Turnieje takie jak Mania Grania, Razor CoD4 Challenge podczas polskiego ESWC 2008 czy Poznań Game Arena CoD4 nie odbyłyby się bez jego zaangażowania. Menedżer Team Poland CoD, a także reprezentant naszego kraju tych rozgrywkach. W wywiadzie dla gamemod.pl opowiada o swoim zniknięciu po AlleGrze 2009, wrażeniach po kafejkowym Lan Poznań i szansach na powrót do aktywnego udzielania się na scenie. Zapraszamy do lektury.
Przeglądam archiwalne newsy na eSports.pl z roku 2008 i czytam o Onionie, ojcu polskiej sceny Call of Duty. Potem jakoś zniknąłeś. Czym tak właściwie się ostatnio zajmowałeś?
Tak naprawdę o moim „zniknięciu” wspominałem na długo przed tym, kiedy to się faktycznie stało. To trochę tak jak z reaktivem, który kończył z graniem. W końcu po turnieju AlleGra 2009 na PGA byłem tak wymęczony, że postanowiłem zrezygnować z aktywnego udzielania się na „scenie”. Do tego doszła sytuacja z krową (Mariusz ‘cOw.' Matyjas – przyp. red.), który wymyślił sobie, że „obije” doomciaka (Marcin ‘domciak’ Jesiotr – przyp.red.). Potraktowałem to jako osobistą sprawę, bo jeśli ktoś robi takie rzeczy na imprezie przeze mnie organizowanej, to nie szanuje mojej pracy i mojej osoby. W połączeniu z zarzutami o stronniczość, które pojawiły się przy okazji eliminacji, postanowiłem się zająć prywatnymi sprawami i sportem. Poświęciłem się plażowej piłce ręcznej i serwisowi, który stworzyłem razem z moim bratem (www.BeachHandball.pl). Razem z komisją ds. Plażowej Piłki Ręcznej przy Związku Piłki Ręcznej w Polsce staraliśmy się rozpowszechnić wiedzę o tej widowiskowej dyscyplinie sportu. W przyszłym roku planujemy zorganizować kilka turniejów międzynarodowych, czyli cośm co było moim marzeniem w Call of Duty. Może kiedyś do tego jeszcze dojdzie. Na razie zbieram doświadczenie w plażówce i w pracy zawodowej, w której zajmuję się organizacją szkoleń w całej Polsce.
Ostatnio pojawiłeś się w roli kibica podczas Lan Poznań. Siedząc w kafejce i obserwując instalujących się przy komputerach, stwierdziłeś, że już wiesz, dlaczego z tym skończyłeś. No właśnie, dlaczego?
Dużo nerwów. Dużo pracy i zmęczenia. Dużo wolnego czasu i własnych pieniędzy trzeba w to włożyć. Dużo pretensji ze strony zawodników. Do tego posądzanie o stronniczość. Poza tym nie widziałem możliwości rozwoju. Prowadziłem największe turnieje Call of Duty w Polsce (bez PGA ‘05), z największymi pulami nagród. Następnym krokiem była organizacja turnieju międzynarodowego. Niestety nie było perspektyw na spełnienie tego swoistego marzenia.
Lan Poznań to rozgrywki organizowane przez graczy dla graczy. Cieszy cię pomysł organizowania małych turniejów kafejkowych?
Trudno powiedzieć, czy mnie cieszy. Od tego zaczynaliśmy. Pierwszy turniej, który „organizowałem” razem z moim starym klanem (GloomFighters) odbywał się właśnie w małej kafejce. Pytanie: czy się w ten sposób nie cofamy? Takie imprezy mają swoje plusy i minusy. Na pewno mają swój urok i specyficzny klimat. Musimy sobie tylko odpowiedzieć, czy chcemy kilka dużych turniejów, czy może więcej mniejszych rozgrywek w osiedlowych kafejkach? A może jedno i drugie? Cieszy, że „scena” wreszcie zaczyna sama sobie organizować turnieje LAN. Nie czeka, aż ktoś zorganizuje dla niej turniej, tylko sama wychodzi z inicjatywą. Kiedyś tego nie było. Wszyscy uważali, że im się należy LAN.
Niestety duży turniej oznacza duże wpisowe. Niewiele polskich ekip stać na to, by wyłożyć 1000 zł za sam udział w turnieju, nie mówiąc już o kosztach podróży, choć CiC7 pokazał, że nie jest to niemożliwe. Brak ogrania na międzynarodowej arenie generuje słabsze wyniki z czołowymi teamami. Błędne koło?
Euphoric Saycom Tournament pokazał, że jest w Polsce co raz więcej drużyn, które są w stanie zapłacić wpisowe w wysokości kilkuset złotych. Poza tym organizując duży turniej z dużym wpisowym nastawiamy się na dużą pulę nagród i przyjazd zespołów z Europy. Nie ma wówczas konieczności, żeby zapisywało się 50 polskich drużyn. Niech się zapisze kilka lub kilkanaście, które będą w stanie zapłacić wpisowe. Jeśli robisz turniej z wpisowym 1000 złotych to organizujesz go dla 32-50 zespołów i z pulą nagród na poziomie 8-10 tysięcy euro w gotówce. Kusząca perspektywa, prawda? Zwłaszcza dla zespołu, który ma szanse na wygranie. Inwestycja 250 euro + grosze na dojazd, nocleg i wyżywienie w Polsce, żeby wygrać 10 tysięcy przyciąga najlepszych z Europy. Dla Polaków z kolei oznacza to mniejsze koszty wyprawy na międzynarodowy turniej. Zwłaszcza, że dla dużej części zawodników możliwość zmierzenia się z europejską czołówką na LANie to wciąż niespełnione marzenie. Marzenie, za spełnienie którego są skłonni zapłacić wpisowe. A przy okazji może uda się coś ugrać, załapać na nagrodę, która zwróci część poniesionych kosztów.
Powiedziałeś wcześniej, że scena sama zaczyna o siebie dbać. Często słyszy się, że „polska scena COD4” to banda niedojrzałych nastolatków, którzy nie potrafią stworzyć stabilnej ekipy i zajmują się głównie toczeniem prywatnych wojen w komentarzach pod newsami. Podobno nigdy nie uda nam się dorównać scenie Counter-Strike’a. Co ty na te zarzuty? Jak kształtuje się mentalność polskiej sceny z perspektywy czasu?
Prawda to i kłamstwo zarazem. Scena zaczyna dbać o siebie, ale jednocześnie ilość napinaczy internetowych nie spada jakoś drastycznie. To jednak pewna cecha kontaktów internetowych. Ludzie czują się anonimowi i bezpieczni przed monitorem swojego komputera. Do tego dochodzi młodość, brak szacunku do innych i brak dojrzałości. To z kolei odbija się na rotacji w składach, a ilość zmian w drużynach nie wpływa dobrze na rozwój i stabilizację środowiska. To, co rzutuje na osiągane wyniki, to zgranie poszczególnych zawodników ze sobą - to, że wiesz dokładanie jak zachowa się Twój kolega w danej sytuacji i jak Ty się powinieneś zachować, żeby się uzupełniać. Zgranie powoduje, że niemal nie zdarzają się sytuacje, gdy przegrywa się przewagę, zabija kolegę granatem, itp. Złota Piątka kilka lat grała jednym składem i to była (poza skillem) ich największa przewaga nad przeciwnikami. Zmienili Łukasza Wnęka na Pashę i potrzebują znowu czasu, żeby się zgrać – osiągnąć odpowiedni poziom. A u nas składy jak wytrzymają kilka miesięcy to jest niemal cud. Poza tym chodzi też o to, żeby być dobrymi kumplami i czerpać radość ze wspólnej gry, i wspólnego spędzania czasu. Jasne, że ludzie, z którymi grasz, mogą Cię czasem wkurzać, mogą nie zmieniać ubrania przez cały wyjazd na LANa, ale mimo to nie spinacie się i gracie swoje bez nerwów, bez kłótni w czasie gry. Jeśli chodzi o dorównanie scenie CS’a, to nie ma o czym rozmawiać. Nie ma w ogóle takiego tematu. Counter-Strike był pierwszy. Jest na najważniejszych imprezach niemal od wieków i COD4 go nie wygryzie, a co za tym idzie, nie zdobędzie takiej popularności, takiej społeczności esportowej. COD4 sprzedał się w ponad kilkunastu milionach egzemplarzy, ale ile tak naprawdę ludzi gra w niego, w multi? W CS’a gra się tylko w multi – tam każdy, kto ma styczność z tą grą tworzy jej społeczność. Jasne, COD4 ma scenę bardzo liczną, ale rozbitą na osoby zainteresowane sportami elektronicznymi i startowaniem w rozgrywkach oraz na osoby, które grają ze znajomymi od czasu do czasu. W Counterze osób grających w turniejach jest jednak zdecydowanie więcej. Tak długo jak będzie CS, a ja nie wygram na loterii to prawdopodobnie Call of Duty 4 nie znajdzie się na WCG, ESWC czy innej dużej światowej imprezie.
Powinniśmy odciąć się od tych wiecznych porównań z Counterem i zacząć żyć swoim życiem?
Powinniśmy zająć się budowaniem sukcesu Call of Duty 4. To, że będziemy porównywać się z CS’em nie poprawi sytuacji graczy COD’a. Trzeba wziąć się do pracy. Szukać wsparcia wśród firm, które będą chciały zainwestować w naszą społeczność. Kreować rzeczywistość współistnienia COD’a i CS’a. Jeśli nie możesz kogoś pokonać to szkoda tracić czas na porównania. Róbmy swoje bez oglądania się na innych.
Jak myślisz, dlaczego od dłuższego czasu nikt nie podjął się organizacji dużego lana porównywalnego z Poznań Game Areną czy Ligą Cybersportu?
Podejmowały się tego różne osoby. Napotkały jednak na pewne problemy, które są specyficzne dla naszego kraju. Na przykład kwestia komputerów i monitorów, na których można by rozegrać turniej. Kiedyś były chyba na tym polu większe możliwości. Na AlleGra 2009 mieliśmy mieć komputery od Reactora, ale ostatecznie nie doszło do porozumienia i uratowało nas NTT właśnie. Teraz jeśli chodzi o komputery to można je wypożyczyć chyba tylko od NTT, a to też nie bez problemów. Monitory mieliśmy od BenQ, a z tego co wiem, teraz nie da się z nimi porozumieć w tej kwestii, ponieważ nie mają identycznych modeli, a różnych nie chcą dawać. Tak naprawdę to stoi głównie na przeszkodzie, by ktoś rzucił się na głęboką wodę i zorganizował duży turniej LANowy. Jeśli znalazłbym firmę, która zapewni mi 45 komputerów i monitorów o odpowiednich parametrach to organizacja turnieju byłaby formalnością.
Twierdzisz, że problemem jest zdobycie odpowiedniego sprzętu. A jednak co roku Cybersport ze sporymi sukcesami organizuje swoje finały LANowe, co pokazuje, że jednak można. Co wobec tego jest nie zorganizowanie 45 komputerów staje się problemem nie do obejścia?
Cybersport to doświadczenie, renoma, dotychczasowi partnerzy i odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach. To także forma prawna i budżety, przy których nawet konieczność wynajęcia zestawów komputerowych nie stanowiłoby wielkiego problemu. Producentowi lub dystrybutorowi sprzętu bardziej opłaca się udostępnić swoje produkty na imprezę, która gwarantuje odpowiedni rozgłos, publikę i poziom organizacyjny, niż na imprezę, po której tak naprawdę nie wiadomo czego się spodziewać. Zakładamy, że jesteś producentem komputerów. Zgłasza się do ciebie Cybersport. Masz z kim podpisać umowę. Widzisz, że mają partnerów, którzy już im zaufali. Skoro inni w to weszli to znaczy, że się to opłaca. Organizują dużą galę w centrum Warszawy. Na dotychczasowych imprezach gromadzili po kilkanaście tysięcy ludzi. Nie wzięli się znikąd, nie istnieją od wczoraj. Nie masz problemu żeby coś z nimi zrobić, bo może to być dla ciebie opłacalne. A teraz druga sytuacja. Zgłasza się do ciebie Janek Kowalski. Chce od ciebie 45 zestawów komputerowych na turniej. Jest osobą prywatną, więc ani nie wystawi ci faktury, ani tak naprawdę nie da żadnego zabezpieczenia prawnego. Nie wiesz do końca, z kim masz do czynienia i czy jego zapewnienia mają jakiekolwiek pokrycie. Duże ryzyko, z którym duża część firm nie chce mieć do czynienia. Zysk z tego niewielki, a dużo problemów. Poza tym nadal w branży bardzo dużo zależy od znajomości. Choć i na tym można się przejechać.
Poznań Game Arena było największym turniejem stacjonarnym przeznaczonym dla polskiej sceny Call of Duty. Jak to się stało, że nie ma już tej imprezy?
Złożyło się na to kilka czynników. Najważniejszy to zmiana polityki marketingowej Allegro. Zrezygnowano z eventów – w tym i z AlleGry, a postawiono na to, co modne ostatnio, czyli ekologię i edukację. Drugą przyczyną było rozwiązanie dwuosobowego „zespołu”, który w Allegro zajmował się AlleGrą. Diana Tokarska przeniosła się z marketingu do innego działu, a ja wylądowałem w projektach edukacyjnych. Z innymi problemami byśmy sobie poradzili.
Myślisz, że istnieje jakakolwiek szansa na wznowienie projektów takich jak Poznań Game Arena czy Liga Heyah Logitech Cybersport na platformie COD4?
PGA już nie ma, a pojawienie się na ON/OFF zależy od firm, które będą mieć na targach swoje stoiska. Nikt z poza branży nie zapłaci za miejsce na imprezie, tylko żeby zorganizować turniej. Wiem, że są osoby, które się do tego przymierzały w poprzednich latach, ale kwoty były zaporowe. Jeśli chodzi o Cybersport to przypuszczam, że u podstaw takiej, a nie innej decyzji leżą dwie przyczyny. Pierwsza to Counter Strike – według większości nie ma sensu prowadzić rozgrywek w dwie „strzelanki” drużynowe, które w rozgrywce niespecjalnie się różnią. I tu, i tu gramy 5 na 5, jedni bronią, inni podkładają bomby. Druga przyczyna to brak polskiego dystrybutora wśród partnerów Cybersport. Gdyby LEM/Activision zgłosili się z pomysłem organizacji turnieju, dali pieniądze i nagrody na jego organizacje to pewnie COD4 wróciłby do łask. Takie są już są prawa w tej branży.
Nie myślisz o powrocie?
Nie myślałem o tym, aż do turnieju w Poznaniu. Wynikało to poniekąd z tego, że przez ostatni rok miałem wiele burz w życiu prywatnym. Na Lan Poznań współpracę zaproponował mi Jacek Bańkowski (Jacek ‘baniaque’ Bańkowski, właściciel organizacji tempus moriendi). Jesteśmy w kontakcie. Zobaczymy, może coś z tego wyjdzie. Gdyby nie to, że jestem często w rozjazdach, to pewnie zastanowiłbym się nad tym, czy nie wrócić do pisania. Taki mały powrót do czasów CoD.FPP. Choć musiałbym najpierw wgryźć się w temat, żeby wygryźć młode wilki takie jak Ty i M4rko. Tak naprawdę wszystko jest kwestią odpowiednio ciekawej propozycji – ale w tej branży chyba na to nie mam co liczyć (uśmiech).
Na czym miałaby polegać współpraca między tobą i Jackiem Bańkowskim?
Jacek przymierza się do organizacji imprezy dla graczy – w tym dla graczy Call of Duty. Ja być może pomogę mu w tym zadaniu. Jednak tak jak wspominałem wcześniej na razie za wcześniej na szczegóły. Jesteśmy w kontakcie. Zobaczymy co z tego będzie. Może poprowadzę jeszcze jakiś turniej CoDa w Polsce.
Czy wobec tego zobaczymy cię podczas Euphoric Saycom Tournament?
Na chwilę obecną jeszcze tego nie wiem. Ostrowiec Świętokrzyski nie jest najbliżej Poznania. A do tego dojazd bez samochodu stanowi nie lada wyzwanie. Chciałbym jednak przyjechać i zobaczyć ALSEN Female w akcji – zwłaszcza, że sporo słyszałem o ich grze i chciałbym to zweryfikować (uśmiech). Jednak bardziej prawdopodobne jest, że zabraknie mnie na Euphoric Saycom Tournament.
Dziękuję za rozmowę. Czy masz coś do przekazania na koniec? Chciałbyś kogoś pozdrowić?
Play Hard Go Pro (uśmiech). A pozdrowienia dla wszystkich, których miałem okazję poznać przy okazji zajmowania się sportami elektronicznymi – nie będę wymieniał, bo za dużo roboty. Dzięki za wszystko. Do zobaczenia gdzieś, kiedyś. Ja Tobie również dziękuję za rozmowę, a Zadziorkowi, Pychowi i Szyderze za wsparcie.